• Wpisów:482
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:4 dni temu
  • Licznik odwiedzin:63 692 / 1408 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Nie wiem kto to jeszcze czyta,
Kto z dawnych lat.
Teraz to nie ma znaczenia.
Wtedy wszyscy, którzy tu zaglądali, śmiali się potem ze mnie.
Ja teraz wcale nie jestem silniejsza.
Nadal pisze o pękniętych sercach, łzach i wątpliwościach.
Wtedy, kiedy mi źle i wtedy, gdy jest jeszcze gorzej.

To nie jest jakieś przemówienie do licealnych miłości i przyjaźni.
Nie zamierzam się nawet zastanawiać ile osób tutaj trafiło, a nie powinno.
Nie o to tu chodzi.

Ja chciałam, żeby ten blog nigdy nie powstał.
Bo ja chciałam, żeby wszystko inaczej wyglądało.
Przede wszystkim ja miałam być inna...

 

 

Spojrzał i zapytał cicho, czy czegoś potrzebuję.
Nie był to lekarz, farmaceuta z apteki Słonecznej, ani ekspedientka z Rossmana.

Chciałabym, żeby wiedział, nie musiałby pytać.
Obserwuję go od dawna.


Wyszło już Słońce. Jestem Słońcem.
Palę się, nie skończę szybko.

 

 

Dobrze, że sobie poszła.
Mogę spokojnie szlochać do wszystkich poduszek.

Dobrze, że wyszła.
Mogę posłuchać smętnych kawałków.

Dobrze, że jej nie ma.
Mogę być smutna i robić smutek dookoła.

Szkoda, że nie zabrała mnie ze sobą.
Muszę tu siedzieć sama i być smutna.

 

 

Jestem na końcu tej całej szopki.
Szklana, mam mniej koloru niż reszta tego całego cyrku.
Jestem częściej ignorowana.
Nie umiem mówić ich językiem.
Nic dziwnego.

 

 

Nie rozumiałam, o czym do mnie mówił.
Nie próbowałam rozumieć.

Poczułam się, jakbym przez pół swojego życia była zamknięta w jakiejś szklanej bańce tak szczelnej, że żadna pyciutka mikro drobinka inteligencji nie zdołała dostać się do środka.

Ciekawi mnie, jak wiele razy czuł się zażenowany...

W dniu naszego pierwszego spotkania, staliśmy razem na Dworcu Głównym przed Hotelem Europejskim.

 

 
Przemyłam właśnie oczy
łzami.

Przepraszam Cię za wszystko.

Brakuje mi słów.
 

 

Gdy żegnał mnie czule, miał na sobie koszule w kratę.
Ja stałam oparta o blat kuchenny, trzymałam kubek herbaty w ręce. Nie ukrył tego przed Kevinem. Pocałował mnie, jakbym na zawsze była jego.

 

 

To miał być ostatni dotyk, ostatni pocałunek.
Pachniał sobą.
"Zostaję w Krakowie."
Ulga!

 

 

Wczoraj gdy mnie mijał, mruknął i cmoknął mnie w policzek.
Mam obsesję na punkcie jego zadbanej ciemnej brody.
Zapach jego skóry czuję nawet w korytarzu.
Pragnę go bardziej niż kogokolwiek innego.

 

 

Jeżeli ktoś Ci mówi, że się zmieniłeś, zastanów się czy to prawda. A może po prostu przestałeś się zachowywać w taki sposób, jaki ta osoba by chciała, żebyś się zachowywał?
______________________________________________________________

W tej chorej rzeczywistości nie chodzi o chęć zatrzymania czasu.
Przecież ciągle jest teraźniejszość, ciągle też jest przeszłość.
Oh! Jaka cienka jest granica pomiędzy przeszłością a teraźniejszością!

Czas zakochuje, zdradza, ratuje, morduje, daje szansę, zabiera nadzieję.
Czas rodzi i zabija.

Co się stanie, jeżeli okaże się, że możemy zmieniać przeszłość?

 

 

On mnie onieśmiela.

 

 

Chciałabym się wykrzyczeć, ale nie mam gdzie.
Chciałabym wrzeszczeć i krzyczeć i nikogo przy tym nie zbudzić.
Wszędzie dookoła ktoś jest. Dlatego teraz wykrzyczeć się może tylko moja muzyka w słuchawkach, ona zrobi to za mnie.
 

 

Bardzo się do siebie zbliżyliśmy tamtego wieczoru,
Miał taki troskliwy ton głosu.
Poprosiłam go, żeby się mną opiekował,
Zadanie wykonał na 5!
Chyba jeszcze nikt mnie tak nie onieśmielał.
Chcę, żeby poczęstował mnie swoją czekoladą ze Szwajcarii.

 

 

"Kiss or chocolate?"
I received both of them.

 

 
Chcesz czytać? Więc zostań.
Tym razem możesz.
Powiesz: "Sezamie, otwórz się!"
Oto jestem, jestem i mówię.

Nie zamierzam się tłumaczyć z ostatnich miesięcy.
Chciałabym być dla Was nikim. Tak łatwiej by było.
Brak skojarzeń, brak powiązań, surowe jak cegła na recepcji.
Byłoby lepiej dla Was.
Chce Was przeprosić, nic więcej nie mogę zrobić.
Potrzebujecie czegoś? Nic Wam nie mogę dać.
Przykro mi, boję się, że znowu zrobię to źle.
Piję dużo alkoholu. Wasze zdrowie!

 

 
Wiek ciężki do określenia,
Lecz to niewiele zmienia,
Bo jego ciepły dotyk prowadził do uniesienia.

Tańczyłam bardzo blisko,
A on jak złe chłopczysko,
Chciał mocno tulić ciało tak, żeby mógł poczuć wszystko.

Zabiera mnie na barkę,
Lecz wcześniej skończył fajkę,
Pyta czy wszystko dobrze, odpowiadam mu półżartem.

"Chodź ze mną" on powtarzał,
Nikt mnie tam nie zapraszał,
Jedyne słowo zamieniła ze mną jakaś Kasia.

A tam był klimat nie mój,
Prosiłam "tu mnie pilnuj",
Kazał mi usiąść na kolanach, mówił "nic się nie bój".

Patrzyliśmy na siebie,
Chciałam wrócić na ziemię,
Ale ten jego zarost sprawiał, że byłam już w niebie.

Chciałam znów tam z powrotem,
On mówił, że chce potem,
Ja nalegałam, posłuchał, szliśmy spokojnym krokiem.

Byliśmy znowu w klubie,
A grali co najmniej cudnie!
On chyba dobrze wiedział, że dotykał tak, jak lubię.

Całował tam gdzie chciałam,
Czasem protestowałam,
A na kanapie ciemno, muzyka tam głośno grała.

Nie słyszeliśmy głosów,
Nie widzieliśmy pląsów,
Siedział tak blisko, w dłoni trzymał garść mych mokrych włosów.

Po drinka skoczył szybko,
Swą wyćwiczoną łydką,
Ja na kanapie myślę "może by tak szybko czmychnąć".

Powrócił za minute,
Niski brodaty brunet,
Stał się nachalny, już wiedziałam, teraz pora uciec.

Spotkałam mego ziomka,
Co też tam z ludźmi pląsał,
Trzymał mnie mocno, był stanowczy, to jest sprawa prosta.

Tamten prosi o numer,
Ja myślę sobie "super...",
I proszę przyjaciela "złap za rękę, zmieszaj z tłumem"

Tamten nie ustępuje,
Kumpla coś dopytuje,
A gdy na niego patrzę, udaje, że nic nie knuje.

Złapał mocno za biodra,
Ta noc byłaby dobra,
Ale koleś za picie chciał tam chyba dostać Nobla.

 

 

Póki tu jesteś, póki tu stoisz, póki oddychasz, możesz jeszcze wszystko zmienić.
Możesz zmienić całe Twoje życie.
Ludzie nie są świadomi jaką wielką moc mają.

 

 
Zniknął.
Poszedł sobie, a ja na to pozwoliłam.
Mogłam za nim pobiec, brakło mi odwagi.
W sumie nawet nie byłam pewna czy to był on.
Odszedł powoli, wyglądał na rozczarowanego.
Było już ciemno, nie widziałam jego twarzy.
Chciałabym go kiedyś dotknąć.

 

 

Czekałam cierpliwie tam, gdzie mi polecił.
Czytałam książkę, nie skupiałam się na tym, żeby wyglądać apetycznie. Nie tym razem.
Zwyczajnie czytałam książkę, nie chciałam wzbudzać zainteresowania innych, a jednak...
Nagle cały świat legł w gruzach...

Chcę go znaleźć.
Niech wyjdzie z ukrycia.
Znam tylko jego imię.
Chcę, żeby mnie znowu znalazł.

 

 

Nic nie jest tak, jak powinno być.
Chciałabym krzyczeć, ale wszystkich zbudzę.
Teraz poziom wynosi dziesięć procent,
Więc na dziś to już koniec.

 

 

"Kobieta potrafi mylić miłość z litością i wiązać się z mężczyzną z chęcią przyjścia mu z pomocą. Albo traktować go jako rodzaj wyzwania, wmawiając sobie, że ona i tylko ona może go wyprowadzić na prostą, matkować mu i uczynić szczęśliwym."

~Nicholas Evans, "Przepaść"

 

 

Nie pytał mnie o wiek, o pracę, nie pytał o numer telefonu.
Zadawał pytania dawno już zapomniane przez świat.
Miał bardzo ładny uśmiech i seksowny głos.
Nie spoglądał na mnie jak na ofiarę.
Miał troskliwe oczy.
Był bardzo przystojny, hiszpańskiej urody.
Nie gadał głupot, nie sypał komplementami.
Niebanalny mężczyzna, był w tym wszystkim taki naturalny.
Uratował mnie tamtego upalnego wieczoru.
Spytał, czy czuję się bezpieczna.
Nieznajomy intrygujący mężczyzna.
Był przepiękny, w tym co mówił i w tym jak wyglądał.
Chcę go znaleźć.

 

 

Jeśli powiem, że czekałam, Ty nie uwierzysz.
Jeśli powiesz prawdę, ja zostanę.
Jeśli chcesz coś nowego, kup lepiej toster.
Jeśli będziesz cierpliwy, dosięgniesz nieba.
Jeśli powinnam być spokojna, wykrzycz to na całe gardło.
Jeśli mam zapłakać, kiedyś w końcu to zrobię.
Jeśli to Ty, błagam wysłuchaj do końca.

 

 

Nie puszczaj mojej dłoni,
Bo zginę.
Nie odjeżdżaj beze mnie.

Chcę uciec.
To absurd.
 

 

Czasem jest już za późno na dobre serce,
najczęściej wtedy nawet na przeprosiny jest już za późno.

 

 

Zasypiałam, a jego uśmiech utkwił mi pod powiekami.
Jego uśmiech zaplątał mi się we włosy.
Jego uśmiech zasypiał razem ze mną.